środa, 16 kwietnia 2025

Vektor- Outer Isolation (2011)


Ok, wzięło mnie na sentymenty, bo VEKTOR jest dla mnie tym zespołem, który zmienił trochę moje postrzeganie Thrashu powstałego w XXI wieku. Tak, jest to maksymalnie techniczna odmiana thrashowej łupanki, ALE absolutnie nie jest to granie powtarzalne, z którym ten gatunek ma obecnie naprawdę spory problem. Bo umówmy się – thrash w obecnej formie to: albo wręcz się przyznaje, że brzmi tak samo jak reszta, albo się tego wypiera i udaje, że wcale tak nie jest. W tym przypadku to wypieranie się jest niepotrzebne, bo będąc szczerym, chyba nigdy nie słyszałem kapeli, która brzmiałaby w taki sposób – zwłaszcza po odświeżeniu sobie ich drugiego krążka, czyli ,,OUTER ISOLATION''. A słuchając go po raz kolejny, wyruszam w prawdziwą międzygwiezdną podróż .
To jest jeden z tych przypadków, w których nie jest to moja ulubiona płyta danego zespołu, a jednak uważam ją za najważniejszą. Bo zdecydowanie moim faworytem jest ostatni album kapeli z 2016 roku – „TERMINAL REDUX'', ale mimo wszystko to właśnie druga płyta moim zdaniem najbardziej pokazała, co muzycy Vektora potrafią. I jedną z rzeczy, która od zawsze mnie urzekała w tym zespole, jest wokal Davida DiSanto. Niekiedy brzmi on blackowo, ale jest też w stanie wydobyć z siebie tak wysokie dźwięki, że niektórych, również znanych z tego, nie ma co porównywać z talentem DiSanto. Słuchając tej płyty czuję się jak postać, która lewituje na okładce w przestrzeni rodem z jakiegoś filmu Sci-Fi. Kiedyś słyszałem (nie tyle co o samym albumie, ale o całym zespole), że jest to coś, co można by określić Interstellar thrash metalem i cóż – no nie sposób się nie zgodzić! Bo zespół wynosi tutaj słuchacza na absolutnie inną orbitę, już nie mówiąc o galaktyce. Dlaczego akurat ta kapela sprawiła, że zacząłem postrzegać w inny sposób tego typu muzę w obecnych czasach? Cóż, Vektor to goście, którzy robią to, co ich idole, a jest to bardzo proste – nie odtwarzają, a tworzą swoje. Oczywiście mają bardzo wyraźne inspiracje wieloma legendami, ale niech mi któryś cwaniak odpali ten album (czy też dwa pozostałe krążki kapeli) i powie, że brzmią bardzo naśladowczo (lub jak już istniejące zespoły) – no życzę powodzenia. Nie ma co kłamać, według mnie ta płyta nie ma słabych punktów i mimo już 14 lat na jej karku – cały czas brzmi świeżo i odkrywczo, co niewielu nawet nowym kapelom się zdarza. Jeśli chodzi o ulubione kawałki, to powiem tak – NO KURWA KAŻDY. Od otwierającego „Cosmic Cortex'', „Dying World'', przez chyba największy hicior kapeli „Tetrastructual Minds'', na „Fast Paced Society'' i tytułowym kończąc. Jeśli chodzi o techniczny thrash w XXI wieku to jak dla mnie - nie ma lepiej! Vektor w zasadzie na każdej (ale myślę, że tutaj najbardziej) płycie udowadnia, że ta muza nie musi być odtwórcza i można wynieść ją do zupełnie innego wymiaru. Kto nie słuchał to niech nadrabia, bo naprawdę warto.

Chiro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Testament - Para Bellum (2025)

  Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprz...