Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Venator. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Venator. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 grudnia 2025

Venator - Psychodrome (2025)

 

No, no, jestem pod wrażeniem. Po pierwsze dlatego, że to naprawdę dobra płyta, a po drugie -Venator podołał, nagrał równie dobry album co pierwszy, a do tego „Psychodrome” nie jest tylko powtórką z rozrywki. W ramach tego samego stylu Austriacy stworzyli kolejną porcję metalowych hiciorów. Hiciorów, bo to naprawdę chwytliwe numery, ale dalej konkretnie metalowych, więc nie ma mowy o jakimś radiowo -glamowym pitolonku. Jest konkretny power i świeżość, bo żaden numer nie sprawia wrażenia być „Manic Man 2” albo „Nightrider 2”. To pokazuje, że ta ekipa ma dużo pomysłów i najwyraźniej talent do wymyślania zapadających w pamięć kawałków. Najlepiej do łba wchodzi „Steal the Night”. To chyba ich najlepszy refren od czasu „Paradisera”, prosty, a chwytliwy jak cholera. Swoja drogą jeszcze lepiej wypadł na żywo (Leśniczówka w Chorzowie – kto był?). Żeby nie było, to genialne utwory się na tym nie kończą, choć niewątpliwie „Steal the Night” wybija się mocno nad resztą. Fajnie porywa też „Children of the Beast” (przy okazji są tam całkiem dobre riffy) albo singlowe „Radar” i „Dynamite”, gdzie dobrą robotę robi genialny główny riff. Pojawia się on w refrenie i fajnie podbija ten okrzyk „Dynamite!!!”. Trzeba przyznać, że refreny to oni umieją robić, do tego sporo tu melodyjnych solówek i wysokich wokali Huemera od czasu do czasu. Te cechy, co wspomniane numery, ma też „Fear the Light”, ale to trochę inny kawałek – o wiele bardziej melodyjny, bliższy raczej hmmm… Scorpions? A może Judasom z „Turbo”, choć dalej nie nazwałbym tego glamem. Zwłaszcza że to naprawdę udany kawałek, a Huemer w refrenach odwalił naprawdę świetna robotę.

Podoba mi się też w tej płycie to, że zespół próbuje trochę kombinować. Nieśmiało jeszcze, ale jednak. Pierwszy raz pojawia się intro do całej płyty („Into the Drome”) ale mamy też ciekawsze przejawy ambicji. Pojawił się tu bardziej rozbudowany „Final Call”, z wieloma zmianami temp i nastrojów (zwrotki mroczniejsze, refren bardziej melodyjny, w środku łagodne wyciszenie, a potem jazda). Równie ciekawy jest „Astral Seduction”, taki ogólnie bardziej kąsający riffami od reszty numerów… a nieco później zmienia się w czysty speed metal! Aż ciekawe czy takich elementów w przyszłych wydawnictwach Venatora będzie więcej.

Ciężko mi powiedzieć, czy „Psychodrome” wyszedł lepszy od pierwszej płyty, raczej obie są dość porównywalne. Tak czy siak, obie to totalny top jeśli chodzi o współczesny heavy. Jednak wehikuł czasu zostało wynalezione, choć cofa tylko do lat 80. i nazywa się Venator!

Mutineer

czwartek, 3 kwietnia 2025

Venator -Echoes from the Gutter (2022)

 

Z 10-15 lat temu jeszcze można było nazywać Enforcera, Skullfist albo Cauldron nadziejami heavy lub speedu, ale dziś wiadomo że te ekipy swoje najlepsze okresy mają już za sobą i raczej już bardziej nie nawojują. Swoje zrobiły, tchnęły w to granie nowe życie, ale żadnej rewolucji już chyba nie dokonają. Nadziejami gatunku są teraz zespoły nieco młodsze, które najlepszy czas mają teraz i podtrzymują ten archaiczny ogień. Czy osiągną popularność, jak wyżej wymienione nie wydaje się, ale też nie o to tu chodzi. Jednym z najlepszych przykładów jest austriacki Venator, zespół, który gdzieś w 1985 zajebał DeLoreana z „Powrotu do Przyszłości” i przeniósł się w czasie do współczesnych czasów. Kto myśli, że to Enforcer jest archaiczny, to chyba nie słyszał Venatora. Choć najlepiej na żywo- jak na nich byłem, to miałem z kolei wrażenie cofnięcia się w czasie do połowy lat 80, zwłaszcza że przyjęcie mieli dobre i szaleństwo pod sceną było, co świadczy o randze jaką już sobie wyrobili wśród metali. To nie dziwi, materiał z Echoes from the Gutter (jak i z wcześniejszej epki Paradiser) jest naprawdę dobry, mocno się wybija ponad masę innych tego typu zespołów. Przy tym jest odpowiednio old schoolowy i do tego oryginalny -nie mamy tu co chwilę czegoś takiego, że o, tu słychać Maiden, tu Judasów, tam Running Wild. Ale przede wszystkim zespół potrafi tworzyć naprawdę genialne numery, naładowane mocnym metalowym kopem, ale też sporą chwytliwością. Album jest wypełniony porywającymi melodiami i refrenami, ale bez słodzenia i radiowego brzmienia. Najlepszymi przykładami otwierający Howl at the Rain, Red & Black, Manic Man, The Rising, a największym hiciorem jest Nightrider. Wypuszczone w latach 80 mogłyby być teraz klasyczkami jak Princess of the Night albo Electric Eye. Całościowo płytę można by porównać zaś z Defenders of the Faith -czyli heavy z melodią i kopem, choć proporcji tego kopa nawet jest trochę więcej niż na albumie Judasów. Wyjątkiem od tego jest kończący płytę Streets of Gold, gdzie melodia (nie tak porywająca jak w innych numerach) bierze górę nad powerem. Ten kawałek wypada więc niby najsłabiej, ale i tak jest świetny, co świadczy tylko o genialności reszty.

Tak więc Venatora można śmiało nazwać nadzieją gatunku, mało w ostatnim czasie wyszło materiałów tak dobrych i oryginalnych jak Echoes. Zostaje czekać na drugi album, oby się okazał równie dobry, a kto wie, może nawet jeszcze lepszy?

Mutineer

Iron Maiden - Somewhere in Time (1986)

Tu mogę trochę sentymentalnie polecieć, bo „Somewhere in Time” to była moja pierwsza płyta Ironów i do dziś jest jedną z ulubionych. Katowa...