Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KAT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KAT. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

KAT - Bastard (1992)

 

Kiedy jeszcze żył Romek, Luczyk miał w zwyczaju pruć się w jego stronę przypisując sobie trochę za dużo zasług i narzekając, że wokalista śmie grać jego utwory. Często było to dość absurdalne, niektóre jego wypowiedzi były w stylu „Kostrzewski gra moje utwory! Moje! Moje własne! Moje sssskarby!”. Dobra, nie ma też co umniejszać wkładu „Kałboja”, bo bez niego ten zespół by nie powstał, ale też czasem by trzeba sprowadzić chłopa do pionu, bo nie stworzył totalnie każdego dźwięku. Najlepszym przykładem album „Bastard” -jedno z najbardziej zespołowych dzieł Kata.

Grupa wróciła tu po paru latach przerwy, w nieco odświeżonym składzie. Do zespołu dołączyli Oset i Regul, którzy mieli duży wpływ na muzykę. Styl zespołu też uległ pewnym zmianom, numery stały się bardziej złożone i połamane, w efekcie to jedna z najbardziej progresywnych płyt Kata. I po drugie, muzyka ma tu znaczniej indywidualny charakter, jak wcześniej porównania z Venomem, Metallicą czy Slayerem bywały na miejscu, to tutaj z niczym konkretnym już nie można tego grania porównać. Trochę niestety zniknęła gdzieś ta aura niesamowitości, za którą uwielbiam „Oddech” i „Szóstki”, ale czysto muzycznie „Bastard” jest albumem naprawdę rewelacyjnym i bardzo dopracowanym. Najlepsze momenty? „W Bezkształtnej Bryle Uwieziony” -chyba najbardziej reprezentatywny, z wieloma zmianami temp, urozmaicony i z charakterystycznym textem Romka. Od razu zwraca też uwagę mocne brzmienie perkusji na albumie, ma takie fajne pierdolnięcie. Są fajne killery, jak utwór tytułowy (te mocarne riffy!), „Odmieńcy” i wyładowane solówkami „Piwniczne Widziadła”. Są utwory wolniejsze – posępny „Zawieszony Sznur” i nieco luzacki „W Sadzie Śmiertelnego Piękna”. Z tym wszystkim kontrastuje najsłynniejsza katowska ballada, „Łza dla Cieniów minionych”, klimat smutku i straty został w niej świetnie oddany.

Co prawda liryki zaczęły na tej płycie dryfować już w nieco dziwnym kierunku (patrz „Odmieńcy”, „Bastard”) ale wciąż są dobre, bez tych kwiatków z kolejnych płyt. W większości mamy całkiem niezłą, typowo- Romkową poezję (oczywiście jak się lubi jego styl, bo nie wszyscy są entuzjastami). Do tego dochodzi ciekawa okładka, ale trzeba pamiętać, że pierwotna wyglądała nieco inaczej (ale tą starą wersję też lubię). Ostatnie tak doskonałe dzieło Kata, potem bywało już z tym różnie...

Mutineer

Iron Maiden - Somewhere in Time (1986)

Tu mogę trochę sentymentalnie polecieć, bo „Somewhere in Time” to była moja pierwsza płyta Ironów i do dziś jest jedną z ulubionych. Katowa...