wtorek, 22 kwietnia 2025

Nifelheim -Nifelheim (1995)

Po raz nie wiem który słucham jedynki Nifelheim, i za każdym razem nie jestem w stanie wyjść z podziwu nad kurwa, tą płytą. Cały ten krążek jest dosłownie definicją maksymalizacji speed i black metalu. Wszystkie instrumenty cholernie szybkie, a brzmienie gitary jest po prostuostre jak żyleta, co nie tylko idealnie pasuje do tempa narzuconego przez gary, ale też nadaje chłodny charakter całemu albumowi  a to samo w sobie doskonale odnosi się do nazwy krainy Niflheim z mitologii nordyckiej. Wokale dla mnie w ogóle innym wymiarem  mamy tutaj do czynienia z diabelskim screamem, który jest „gęsty, ale mimo to bardzo szybki, dzięki czemu pasuje on perfekcyjne do black speed metalowego materiału. Trzeba się też pochylić nad solówkami, szybkimi i bezlitosnymi, a na szczególną uwagę zasługuje tutaj solówa z utworuPossessed by Evil” (kurwa, ten tapping połączony z synthami w tle jest naprawdę brudną i diabelską poezją). Okładka z kozłem na tronie, pod którym jest stos czaszek oraz kości, a po bokach tronu widoczne  niebieskie ognie  doskonale oddaje klimat oraz ducha materiału. Jest to pierwszy pełnoprawny album, który już nigdy nie zost przebity przez kolejne wydania grupy szwedzkich pojebów. Energia i szczere emocje płynące z tego albumu sprawiają, że cowiek najchętniej by wst, poszedł po browara i darł s razem z Hellbutherem SODOMIZER!!!

Strzał


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Testament - Para Bellum (2025)

  Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprz...