Czasem można odnieść wrażenie, że Hell Awaits jest jedną z najbardziej niedocenianych płyt Slayera. Mówi się o debiucie oraz klasycznej „trylogii” nagranej pod okiem Rubina, ale album numer dwa jest zwykle trochę w cieniu. Nawet sam zespół na żywo rzadko grał coś poza tytułowym utworem. Niesłusznie, bo to jeden z najlepszych albumów jakie Slayer nagrał.
Przede wszystkim słychać tu ogromny postęp w stosunku do debiutu. Tu już nie mamy zbrutalizowanej mixtury Venoma z Maidenami, styl zespołu jest o wiele bardziej ukształtowany (nie, żeby go wcześniej nie mieli- ale inspiracje są mniej wyraźne). I oczywiście jest też sporo brutalniej, znalazł się tu thrash bardziej agresywny niż grały wówczas inne zespoły, momentami wręcz podchodzący już pod death metal. Niektóry riffy brzmią wręcz jak czysty death, do tego dochodzi mroczna atmosfera- głównie za sprawą brzmienia, album zdaje się być nagrany w jakiejś złowrogiej otchłani. Nic dziwnego, że Hell Awaits miało bardzo duży wpływ na kształtujący się wtedy death metal, a wraz z Seven Churches bywa zaliczany do prekursorów gatunku. Płytę wyróżnia też większy zwrot w progresywną stronę, utwory są rozbudowane, aż trzy mają ponad 6 minut, co jak na Slayera jest unikatowe. Na tle gatunku też się to wyróżnia, bo rzadko kiedy rozbudowanie struktur szło w parze z podkręceniem agresji. Do tych dłuższych numerów zalicza się najsłynniejszy tu, tytułowy Hell Awaits, zaczynający się od chorych dźwięków i złowrogich szeptów, co daje niezwykłą, niepokojącą atmosferę. Dziś robi to wrażenie, a co dopiero w 1985 roku! Następnie riffy powoli się rozkręcają, zespół wprowadza nas w klimat, aż wreszcie mamy główną, bardzo szybką część utworu. Mocno rozbudowany jest też At Dawn They Sleep, z paroma zmianami temp, zabójczymi riffami i pełnymi jadu wokalami. Inne wrażenie robi Crypts of Eternity, którego początkowe riffy są takie bardziej heavy metalowe, a refren nawet dość chwytliwy, ale oczywiście brutalnych zagrywek i chorego klimatu nie brakuje. W pozostałych numerach większy jest nacisk na szybką jazdę, choć w takim Kill Again (jeden z największych killerów na albumie!) albo Praise of Death też sporo się dzieje. Równocześnie mamy też Necrophiliac i Hardening the Arteries, które już bardziej zapowiadają kierunek obrany na Reign in Blood- zwarte, krótkie numery w szybkim tempie. Ciekawym patentem jest powtórzenie w tym ostatnim kawałku początkowego riffu z Hell Awaits, co tworzy klamrę dla płyty. Ciekawe jak ich styl by się rozwinął, gdyby dalej poszli w tą stronę, pewnie w pewnym momencie death metal by wyszedł. Zespół jednak wiele rozwiązań z tej płyty porzucił, ale już tu mamy wszystkie te cechy, z których Slayer jest znany najbardziej.
Mutineer
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz