Bez wątpienia lata 1989-1993 to złoty okres dla death metalu, a zwłaszcza 1990 rok był jednym z tych najbardziej dojebanych. Wtedy właśnie wyszło pełno klasyków, a sam styl był już w pełni ukształtowany. Wymieńmy choćby nieśmiertelne albumy od Entombed, Death, Deicide, Tiamat, Cancer, czy oczywiście Obituary, o którym dzisiaj będzie. „Cause of Death” uważany jest przez większość fanów death metalu za największe osiągnięcie tej ekipy i jeden z największych klasyków amerykańskiej odmiany gatunku. Co więcej, ta pozycja mocno się wyróżnia na tle innych, zwłaszcza tych z USA. Obituary nie chcieli się chyba ścigać z kolegami i jeszcze bardziej podkręcać temp, byle grać szybciej od Morbidów. Zamiast tego postawili na ciężar, więc materiał miażdży i bezlitośnie wgniata. Oczywiście szybkie tempa też tutaj są, ale jak na death metal to dużo tu momentów wolnych, co jednak daje niesamowity efekt. Raz zespół bombarduje szybkimi riffami, a za chwilę rozjeżdża nas wielotonowym walcem (lub czołgiem, ważne, że ciężkim). Genialnie pasuje do tego wokal Johna Tardy’ego, który przypomina wyziew jakichś atomowych oparów. I cała płyta ma bardzo specyficzny, ponury klimat. Trochę w kontraście do tego są dość melodyjne solówki Jamesa Murphy’ego, który dołączył wtedy do składu (gdzie ten facet nie grał?). Co się tyczy poszczególnych numerów, to ciężko wymienić te najlepsze. Płyta jest świetna jako całość, choć wyróżniłbym legendarny „Chopped in Half” – z najbardziej rozpoznawalnych deathowych kawałków z pewnością ma miejsce w pierwszej piątce. Ale ciekawe są też „Find the Arise” (stary utwór i jedyny taki typowo szybki tutaj), może jeszcze tytułowy- rozbudowany numer z ciekawymi riffami i solówkami. Niezłe, mocarne riffy ma też „Turned Insde Out”, Do tego znalazł się jeszcze cover Celtic Frost (ale brzmi praktycznie jak autorski numer, świetnie się tu wpasował).
Dobrze do tego albumu pasuje ta charakterystyczna okładka, ale niewiele brakowało, by wylądowała ona na „Benath the Remains” Sepultury, a wtedy to „Cause of Death” miałoby tą, którą dostali Brazylijczycy. Jak dla mnie to dobrze się stało, bo ten ostateczny front lepiej oddaje atmosferę albumu. W ten sposób mamy dzieło nie tylko świetne muzycznie, ale i spójne z oprawą graficzną. Tym kończę, nie ma co więcej dodawać, bo chyba mi nie powiecie, że nie słyszeliście nigdy o tym albumie?
Mutineer
Od tej płyty zaczęła się moja kariera jako fana Death Metalu. Peeling, ridding off your skin, infection soon, sets in (celowo łamany angielski, bo nie było żadnych oficjalnych tekstów, tylko improwizacja). Takie rzeczy zostają z człowiekiem na całe życie
OdpowiedzUsuńAha, okładka do "Slowly We Rot" początkowo miała być użyta dla Realm "Endless War". Ale stało tak, jak się stało. Z "Cause of Death" było tak, że Obituary sobie jako pierwsze zaklepało okładkę, to Cavalera wybrał obraz "Nightmare in Red" Whelan'a jako substytut. Należy pamiętać, że Obituary było już na tym etapie uznanym zespołem i dawało kasę (ich trzecia płyta "The End Complete" sprzedała się w chwili wydania w nakładzie 300 tys. egzemplarzy), a marka Sepultury dopiero rosła, więc Amerykanie mieli większą siłę przebicia.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że się tak tutaj wymądrzam, to jest nieuleczalne z mojej strony.
Dodatkowe informacje zawsze w cenie
Usuń