poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Turbo - Epidemie (1989)

 

Niektórzy zarzucają Turbo, że zbyt często zmieniali styl, żeby być na czasie. I w sumie tak, zmieniali, na coraz agresywniejszy, ale to była tendencja całej ówczesnej sceny. Kat zaczynał bardziej od grania bliższego Black Sabbath, żeby przejść do „Szóstek” i „Oddechu”, Dragon miał mniej radykalne początki, thrashowy debiut i niemal death metalowy drugi album, wczesny Vader grał bardziej pod Judas Priest, zanim poszedł w thrash i death. Więc „Kawaleria” i „Wojownik” się w to bardzo wpisują, a przy tym ta ewolucja brzmi tam bardzo naturalnie. To ciągle ten sam zespół, który chciał grać agresywnie i pod wpływem kolejnych inspiracji to realizował. „Epidemie” wydają się tutaj jednak nieco dziwne, bo trochę ta ewolucja się tu zaburza. Tutaj naprawdę ma się wrażenie, że Turbo nie tyle się zainspirowało, co próbowało naśladować jakiś inny zespół. Niby są tutaj wspólne punkty z wcześniejszymi płytami, ale jednak stylistyka mocno odbiega. Znaczenie mogło oczywiście mieć dołączeni Litzy na gitarę (później znanego choćby z Acid Drinkers) który mógł przemycić nieco inne podejście. No tak czy siak, moje pierwsze skojarzenie, kiedy usłyszałem „Ocean Łez”- Turbo próbuje grać jak Anthrax! Sporo można mieć skojarzeń z ekipą z Nowego Jorku, skandowania we wspomnianym numerze są jak wyrwane z ich twórczości. Podobnie ma się sprawa w „Pętli Czasu”, gdzie zastosowali schemat ostra zwrotka- melodyjny refren. Ale trochę przedobrzyli, bo trochę za wesoły wyszedł. Drugim skojarzeniem może być Wilczy Pająk, bo niektóre pokręcone struktury przypominają to, co grali (z tym, że raczej później- na „Kingdom of Paranoia”). Ale ale, to nie tak, że cała ta płyta zrzyna od innych, bo jednak sporo tu również ciekawych pomysłów i dobrych kawałków. „Salvator Mundi” to naprawdę genialny numer, najlepszy na płycie. Fajnie kopie, a do tego sporo motywów tu upchali, ale trzyma się on kupy no i nie wywołuje tylu skojarzeń z innymi zespołami. Świetny jest również „AIDS” - trochę bardziej melodyjny i mający też sporo Turbowego charakteru, oraz „Szalony Świat”. To jest najlepsza trójka, choć niezły jest „Ocean Łez” (nawet mimo za dużego zapatrzenia w Anthrax) i „Gniazdo Smutku”. Nie ma też utworu, który mógłbym nazwać całkiem złym, choć refren w „Anty R.J. Ewa” jest…osobliwy, delikatnie mówiąc. Głównym minusem jest tutaj brzmienie- trochę mało poweru w gitarach i przytłumiony wokal, przez co te utwory tracą sporo kopa i łatwo się od całości odbić.

Epidemie to w zasadzie całkiem dobra, ale dziwna płyta. Taki skok w bok raczej, do tego sam zespół trochę się od niej odciął. Wojtek Hoffman stwierdzał, że owszem, jest dobra, ale powinien nagrać ją raczej Wilczy Pająk. Może i tak, ale taki „Salvator Mundi” w setliście raz na czas by nie zaszkodziło.


Mutineer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Testament - Para Bellum (2025)

  Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprz...