piątek, 8 sierpnia 2025

Phantom - Tyrants of Wrath (2025)


W 2023 mexykański Phantom zwrócił uwagę bardzo udanym debiutem „Handed to Exection”, który bardzo mi podpasował (przy okazji pozdro dla Barta G. Warriora, bo on mi ich pokazał). Był to kawałek naprawdę dobrego speed/ thrashu, old schoolowego i pomysłowego. Nawet wtedy zaliczyłem ten album to płyt roku. Trochę później wyszła EP „Transilvanian Nightmare” na którym ekipa zaczęła już nieco experymentować (choć w ramach dodatku do typowego wpierdolu). Wreszcie mamy drugi album, który jest fajną kontynuacją tej dzikiej jazdy, ale też kombinowania od czasu do czasu.

Że Phantom lubi wplatać urozmaicenia słuchać już na starcie - intro „Poltergeist” wprowadza nas w klimat odgłosami z jaskini i upiornymi organami, a mimo że jak na intro jest trochę długie, to wcale nie przynudza. W końcu włazi „The Tower of Seth” no i tutaj mamy już konkretną jazdę… swoją drogą główny riff kojarzy mi się trochę z tym z katowskiego „Metal i Piekło”, ale, jakby powiedział klasyk, „to z pewnością niezamierzony przypadek”. Oczywiście album wypełniony jest przede wszystkim podobnymi petardami. Bardzo podszedł mi „Thunderbeast”, numer rozwala totalnie, nie zostawiając jeńców, do tego refreny ma całkiem chwytliwe. W sumie się nie dziwię, że wybrali go na singiel. Fajnie typy napierdalają też w tytułowym, albo w „Dance of the Spiders”, gdzie robi się nawet trochę bardziej blackowo. Największe dzieło zostawili jednak na koniec – „Dark Wings of Death” to najbardziej rozbudowany utwór, z masą świetnych riffów, ostrego wpierdolu, ale też bardziej heavy metalowych momentów w środkowej części. Do tego jeszcze riffy kojarzące się z melodyjnym blackiem i świetne solo. Mistrzostwo, słychać że zespół chce się rozwijać. Nie zabrakło tutaj też eksperymentów, z czego jeden jest dość odważny - „Nocturnal Opus 666”, upiorny isntrumental na fortepianie (tak grałby Chopin, gdyby słuchał Slayera). Ciekawe, choć nie wiem, czy nie lepiej by się sprawdził jako krótki przerywnik, niż 3 minutowy kawałek. Drugi eksperyment to „Nimbus”, w którym bardziej poszli w klimatyczny heavy i wyszło zajebiście! Trochę mi się ten numer kojarzy z nieśmiertelnym „Don’t Fear the Reaper” Blue Oyster Cult, choć może też nasuwać skojarzenia z takim Manilla Road.

Phantom to kolejny zespół, który potrafi dobrze wykorzystać stare wzorce i zrobić z nich coś swojego. I fajnie że się rozwijają, aż mnie zastanawia, jaki będzie kolejny album. Więcej klimatycznych motywów? Bardziej rozbudowane struktury? No nieważne, „Tyrants of Wrath” to i tak niezły konkret. Jedyny regres zaliczyli w kwestii okładki, wyszedł kicz jak chuj, ale z drugiej strony w old schoolowym klimacie, więc bardzo to nie wadzi.

Mutineer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Testament - Para Bellum (2025)

  Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprz...