Zawsze zachowywałem dystans do Type O Negative, jednak kiedyś usłyszałem, żebym jednak posłuchał ich pierwszego albumu – po pół roku w końcu to zrobiłem i muszę przyznać, że zmiotło.
Jednym z najważniejszych elementów sztuki jest umiejętność wyłapania emocji i wlania ich do „dzieła”, a metal szeroko pojmowany tworzy przestrzeń do tego idealną. To właśnie muzyka, z której płyną szczere emocje jest, moim zdaniem, tą najlepszą i najprawdziwszą. A jeśli weźmiemy do tego Petera Steele'a (w stanie nieprzewidywalności oraz z załamaniem psychicznym), dodamy bezkompromisowy styl pisania tekstów (znany z Carnivore – „Male Supremacy” i „Jesus Hitler”) to dostaniemy „Slow Deep and Hard”.
Album jest emocjonalny jak jasna cholera, a styl muzyczny można określić jako połączenie sludge gotyku wraz z crossoverem w stylu Carnivore, co sprawia, że album brzmi dość chaotycznie. Podczas pierwszego odsłuchu miałem wrażenie, że za chwilę będzie koniec utworu, ale była to dopiero jego połowa (raz słychać Carnivore, a chwilę później wolny walec brzmiący jak “zgniła zieleń’’). Daje mi to poczucie pewnego dysonansu, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu – mimo że wcześniej pisałem o tej całej niespójności, to jednak umiejętne posklejanie tych riffów razem z tekstami daje wręcz dziwne poczucie spójności (oprócz „The Misinterpretation of Silence and Its Disastrous Consequences”, które jest po prostu 64 sekundami ciszy). Ten nieokiełznany styl daje wrażenie obcowania z ciągłym metaforycznym wymiotem wymierzonym w rzeczywistość otaczającą Petera – raz jest agresywnie, raz smutno, a raz obrzydliwie, za to sam klimat wieje nihilizmem/ weltschmerzem. I właśnie ta szeroko pojęta brzydota idealnie określa, z czym mamy do czynienia – sygnalizuje nam to już sama okładka (paskudny kutas).
Album dość mocno został przyćmiony przez sukces kolejnych – „Bloody Kisses” oraz „October Rust”, ale to właśnie „Slow Deep and Hard” uważam za najciekawszy oraz godne uwagi dzieło tego niepoprawnego zespołu.
Strzał
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz