czwartek, 8 maja 2025

Miecz Wikinga - Grona Gniewu (2004)

 

Miecz Wikinga to zespół z kategorii „Utracona nadzieja” albo „Zmarnowany potencjał”. Swego czasu wydali naprawdę świetną płytę i zniknęli. Do tego w czasach, gdy ta młodsza fala heavy jeszcze się nie zdążyła rozkręcić (o Enforcerze ani Skullfist nikt raczej jeszcze nie słyszał) musiało to robić wrażenie. Miecz Wikinga był wbrew muzyce tego okresu bardzo old schoolowy, a przy tym dość oryginalny w swym graniu. Wyróżniał się mocno polskimi textami a także inspiracjami- ze względu na liryki jak i muzykę nasuwają się skojarzenia z Turbo, po części też wczesnym Katem, ale w mniejszym stopniu. Przede wszystkim mamy tu granie kojarzące się głównie z twórczością poznańskiej grupy z czasów "Kawalerii Szatana", nie brakuje też zagrywek trochę Maidenowych i porywających melodii. Czego przykładem najlepszy utwór albumu- "Żelazne Miraże", w szybkim tempie, z pędzącymi riffami i chwytliwymi refrenami. Prawdziwy metalowy hymn i killer! Ciekawie jest też w innych numerach, jak "Tron Szyderczych Prawd", "Grona gniewu", albo "Odsieczy Czas". Bardziej Katowsko jest w "Anielskim Puchu", który może nasuwać odległe skojarzenia z "Łzą dla Cieniów Minionych", oraz w "Husarii Lepszego Stworzenia"- tam przede wszystkim klimat jest trochę zbliżony do tego, co Kat grał na Szóstkach. Textowo też jest bardzo w klimacie polskich klasyków, wystarczy zresztą spojrzeć na same tytuły. Choć tu też bardziej Turbo niż Kat, bo nie znajdziemy tu tak radykalnych numerów o piekle (i metalu) jak pisał Roman. Wszystkie te inspiracje dały tu już jednak jakiś własny pomysł, bo Miecz Wikinga i tak brzmiał dość oryginalnie. Ciekawe, jakby ich styl rozwinął się na kolejnych płytach, które jednak już nie powstały. Zespół parę lat jeszcze istniał, ale w 2007 zmienił nazwę na Harpia, żeby wykitować ostatecznie w 2010. Trochę nie trafili w swój czas, gdyby powstali nieco później, gdy już wychodziły pierwsze płyty Enforcer lub Cauldron mogłoby to całkiem inaczej wyglądać. Na fali sukcesów tamtych bandów mogliby sobie całkiem nieźle poradzić. Szkoda wielka, ale zostawili przynajmniej po sobie kawał świetnego materiału.

Mutineer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Testament - Para Bellum (2025)

  Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprz...