niedziela, 21 grudnia 2025

Testament - Para Bellum (2025)

 

Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprzednie cztery płyty też były dobre, zwłaszcza „Dark Roots of Earth”, do którego fajnie sobie czasem wrócić, ale było słychać, że zespół trzyma się raczej bezpiecznych rejonów. Mankament był taki, że „Brotherhood of the Snake” i „Titans of Creation” nie były już tak świeże i pomysłowe jak poprzednie pozycje. Na początku po okładce myślałem, że będzie raczej kontynuacja „Tytanów” (podobny klimat i ten sam autor cover artu) a tu w muzyce jeb! Ekipa postanowiła sięgnąć znów po więcej death metalu, ale efekt jest mniej toporny niż na takim „Demonic”. W sumie jak się przyjrzymy bliżej, to jest to dalej ten Testament z „Dark Roots...” tylko bardziej podkręcony. Bo jest brutalnie, ale tych kawałków się naprawdę dobrze słucha i potrafią zapaść w pamięć. Do tego jest też całkiem różnorodnie, ale o tym zaraz. Do największych rozpierdalaczy należą na pewno otwierające album „For the Love of Pain” i „Infanticide A.I.”. Ten pierwszy bardziej sięga po deathowe elementy. Chuck dużo jedzie growlami, a nawet niektóre wokale kojarzą się trochę z Deicide, a Chris Dovas, nowy nabytek zespołu, napierdala na garach jak z karabinu. Drugi utwór już bardziej thrashowy, ale podobnie dojebany. Niezła jazda jest też w „Witch Hunt” (jest nawet moment zajeżdżający blackiem) albo w „Para Bellum”, który równocześnie potrafi wpaść w ucho i powinien być jak znalazł na koncerty. Żeby ktoś jednak nie pomyślał, że jest jednostajnie, to jest tu też trochę wspomnianych urozmaiceń. Dajmy na to taki „Shadow People”, który dla odmiany jest trochę… Exodusowy. No, mi się przynajmniej kojarzy z takimi kawałkami ekipy Holta jak „Brain Dead” albo „Blacklist”. Może wspólne trasy zrobiły swoje? Tytułowy track sam w sobie jest urozmaicony, a jednym z najciekawszych kawałków na pewno jest „Room 117”, bardziej klimatyczny, taki sporo młodszy krewniak „Alone in the Dark”, fajna rzecz! No i są też utwory które w ogóle miały być chyba przeciwwagą dla tej ostrej jazdy – „Nature of the Beast”, który idzie mocniej w stronę heavy, oraz ballada „Meant to Be”. Niezła, melodie bez przesłodzenia, ale orkiestracje mogli se darować. No i mogłaby być nieco krótsza.

Największym plusem albumu jak dla mnie jest nie tyle podkręcenie agresji, co duża świeżość materiału, jakiej u tej ekipy nie było od dawna. Właściwie jakby nawet pozbawić utwory tych elementów deathowych, to byłaby to wciąż naprawdę mocarna płyta. A tak to nie dość, że żadnego zmęczenia materiału tu nie dostaniemy, to jeszcze materiał ładnie kopie dupę. Co prawda jak ktoś liczył na „The Gathering 2” to może się zawieść, ale ja poza paroma uwagami do „Meant to Be” zastrzeżeń właściwie nie mam. Płytą roku „Para Bellum” wprawdzie bym nie określił, ale już pozytywnym zaskoczeniem roku raczej tak.

Mutineer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Testament - Para Bellum (2025)

  Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprz...