środa, 9 lipca 2025

Armagedon - Invisible Circle (1993)

 

Armagedon to dawny tytan sceny, który grał razem z Vaderem na jednej scenie w czasie, kiedy dopiero oba zespoły dopiero budowały swoją pozycję. Po czasie jednak Armagedon zszedł do podziemia, w przeciwieństwie do Vadera.
„Invisible Circle” to pierwsze wydawnictwo tej staro szkolnej gwardii z ziemi Polskiej. Nie ma tutaj momentu spokoju, jest ciągła jazda pełna zniszczenia, sama nazwa „Invisible Circle” idealnie odnosi do tego, co reprezentuje materiał - krąg zła, w którym zataczamy koła pełne agresji, bólu i cierpienia, jednak samo koło jest niewidzialne tylko słyszalne. Wokal ma dla mnie taki bardzo polski charakter, przypomina Vadera z pierwszego albumu, ale jest zdecydowanie bardziej agresywny oraz niższy. Sam instrumental jest ciężkim łomotem przeplatającym się z szybkimi fragmentami jak na prawidłowy death metal przystało. Jednak te szybsze momenty po przez surowe oraz ciężkie brzmienie utrzymują cały materiał w bardzo mocarnym, gęstym oraz monotonnym klimacie, a samo brzmienie można określić jako taka „esencja śmierci”. Są dwa małe odchyły od ciągłego stylu gry reprezentowanego na tym albumie, pierwszy to końcówka piosenki "From Beyond Oneself" gdzie razem ze standardowym graniem mamy klawisze kończące cały utwór tylko po to, aby potem uwypuklić pierdolnięcie na początku następnej piosenki. Drugi taki odchył następuje w ostatnim utworze „Insted of Epilogue” tylko że tutaj mamy do czynienia z instrumentalem z wyłączonym przesterem, który w taki złowrogi nie- metalowy sposób przygotowuje nas na dalszą część utworu. Jak już mowa o nie- metalowych elementach, to jeszcze wspomnę o intrze, które w złowieszczy sposób zwiastuje to wielkie nieskończone koło, bardzo przypomina mi intro z „Shizophrenii” od Sepultury.
Gdybym miał podsumować cały ten materiał, użył bym dwóch słów: "Polska piwnica". Album jest wspaniały, brutalny, dosadny oraz brudny, pozycja obowiązkowa dla fanów staroszklonego death metalu. 

Strzał

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Testament - Para Bellum (2025)

  Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprz...