Właśnie znajduję się w pociągu powrotnym z Mystic Festiwalu, a obok moja kompanka podróży zapuszcza na słuchawkach Pentagrama, na który z resztą przede wszystkim przyjechałem. Uważam, że jest to idealny moment na napisanie paru zdań na temat najbardziej znanej płyty tego zespołu, który jest jednym z największych klasyków sceny doomowej.
„Relentless” ma wiele twarzy, raz raz zwarty i szybki (jak na standardy dooma), raz gęsty i ciemny jak smoła pochłaniająca wszelkie światło. Jest to album, który w niesamowicie zręczny sposób jest w stanie porwać słuchacza również niesamowicie chwytliwymi riffami, oraz solówkami, ale jeszcze przy okazji naprawdę w bardzo dobry sposób groović (słynny moment z „Sinstera”). Wali z tego albumu ciemnością, Szatanem (potęguje to minimalistyczna i złowroga okładka) oraz narkotykowymi wojażami zespołu, cała pyta siedzi bardzo na weedzie. To daje nam zło wymieszane z hedonistycznym stylem życia (w szczególności Bobbiego), czego klimat słychać we wspomnianym „Sinster”, „Relentless” albo „20 Bucket Spin”. Album zajebisty, perfekcyjny oraz wspaniały, wchodzi jak masło, uderza jak młot.
Pisząc jeszcze teraz o Pentagramie przypomniał mi się ten boom na ten zespół przez słynną rolkę, gdzie pan wokalista w stanie (najprawdopodobniej) względnej trzeźwości wpatrywał się w tłum słuchaczy, można sobie zadać pytanie: co to dało? No, na pewno wybuch popularności oraz zainteresowania zespołem, ale z drugiej tez strony czy jakoś się to utrzymuje po czasie? Na pewno pewna część ludzi w ten sposób poznała zajebisty zespół a może nawet zaczęli poznawać inne zespoły doomowe ale jestem i tak pewien, że 95% ludzi. którzy zobaczyli tą rolkę i tak zapomniało o Bobbym. Wniosek? Nie ma się co przejmować takimi krótkotrwałymi wybuchami popularności zespołu przez tik toka bo i tak ludzie po tygodniu zapomną, w taki sposób po prostu działa popularność tik tokowa.
Tym tekstem kończę tą recenzje. Nie bijcie mamy, nie bierzcie za dużo narkotyków, ale słuchajcie dużo Pentagrama!
Strzał
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz