Na
co dzień heavy metal raczej mnie nie interesuje, ale Mystery of
Illusion zajmuje u mnie specjalne miejsce. Ta płyta za każdym razem
przypomina, że tradycyjny metal z babą na wokalu może być
zajebisty, jeśli trafi w dobre ręce.
Wokale
są tu kluczem. Z reguły kobiece głosy mnie nie przekonują, ale
Chastain – obok Acid i Sentinel Beast – skutecznie zmienił moje
zdanie. Głos Leather pasuje do tej muzyki idealnie. Balansuje między
czystym, momentami wręcz operowym śpiewem (intro do tytułowego
numeru), a ostrą, metalową chrypą. To ona buduje klimat całej
płyty i sprawia, że album wchodzi jak zły podczas zmulonych
wieczorów. Szczerze – nie znam lepszego soundtracku do takiego
stanu.
Instrumentalnie
wszystko siedzi. Gitary są mocno zharmonizowane, wyraźnie czuć
szkołę Iron Maiden, ale bez taniego zrzynania. Melodie są
chwytliwe, a pod nimi pracuje solidna linia basu, która nadaje
kompozycjom głębi. Perkusja trzyma się sprawdzonych rejonów –
prosty, napędzający rytm – ale Fred potrafi go urozmaicić na
tyle, że nic się tu nie dłuży. Momentami pojawiająca się
podwójna stopa dodaje numerom dynamiki i podkręca tempo.
Nie
można pominąć okładki, bo jest absolutnie nieziemska. Jeździec
jak żywcem wyjęty z „Szóstek” Kata plus goła baba –
klasyka, która od razu daje +10 punktów stylu. Jeśli ktoś wierzy,
że dobra okładka często idzie w parze z dobrą muzyką, to
Chastain jest idealnym przykładem.
Całość
najlepiej podsumowuje otwierający „The Black Knight” – numer
zawierający wszystko, czego oczekuję od dobrego heavy metalu.
Agresja, chwytliwy refren i ten moment, kiedy aż chce się krzyczeć
razem z Leather: „THE BLACK KNIGHT!”
Na
wyróżnienie zasługuje też „Night of the Gods” – wolniejszy
fragment płyty, który spokojnie można nazwać pełnoprawną
balladą. Zmulone gitary, spokojna perkusja i wokal spinają to w
numer, który natychmiastowo kradnie serce.
Bestial
D.