wtorek, 11 sierpnia 2026

Templar - Conquering Swords (2026)


Sporo znajomych zachwycało się ostatnio Templarem, niektórzy się cieszyli, że zagra on na Heliconie, to się zacząłem zastanawiać, czy to naprawdę jest aż tak zajebiste? No to posłuchałem i cóż mogę powiedzieć – tak, to jest aż tak zajebiste. Obok Century to kolejny świetny zespół ze Szwecji grający naprawdę dobry heavy bez tępego zrzynania, czy nadmiaru melodyjek i to taki heavy, do którego chce się nie raz wracać. Szwedzi po raz kolejny przyczyniają się do heavy metalowego odrodzenia. Wcześniej powstawały tam takie ekipy jak Wolf, potem Enforcer, Ambush, w ostatnich latach właśnie Templar, Century, Midnatt. Z tym że te nowsze grupy idą w granie bardziej klimatyczne i z większymi odwołaniami do rodzimej klasyki z Heavy Load na czele. Nie inaczej jest z Templarem, choć równie dobrze można mieć skojarzenia ich grania z Mercyful Fate, Angel Witch, Helstar, albo Stormwitch. Trochę jest epickiego klimatu, ale bez nadęcia i patosu, brzmienie jest surowe i można pomyśleć, że to płyta nagrana w połowie lat 80. Ciekawy jest wokal, jak nie lubicie falsetów, czy ogólnie wysokich, to spokojnie – tu są raczej głębokie i podniosłe. Jest tu trochę mroczniejszej atmosfery (a tego jako fan debiutu Angel Witch nie mogę nie docenić) choćby w takim „White Wolf” z klimatem wyjętym z zapomnianego lochu. Do tego dochodzą naprawdę dobre riffy - na przykład w utworze „Witchking”, poprzedzonym intrem „Gates of Angmar” (tego z kolei jako fan Tolkiena nie mogę nie docenić). Album jest też dość zróżnicowany, bo są też szybsze kawałki jak „Excalibur”, brzmiący jak zaginiony hicior z 1985 i speedowy „Rainbow’s End” (trochę zalatuje… Enforcerem?) ale i balladka „The Sorceress”. Całkiem udana, co tak często się nie zdarza wśród młodszych zespołów, tu jest klasa. I jeszcze dochodzi do tego bitewny hymn w postaci „Conquering Swords” - przy takich numerach samemu ma się ochotę chwycić za miecz… jak nie w realu to przynajmniej w jakiejś gierce. Ogólnie przy słuchaniu tej płyty można przenieść się na chwilę do jakiejś krainy fantasy pełnej monstr i herosów -przynajmniej taki mniej więcej klimat się tu udziela.

Trochę zastrzeżeń mam jedynie do okładki, jej pomysł jest fajny, trochę w typie ilustracji Franka Frazetty, ale niezbyt leży mi wykonanie. Bardziej wygląda na szkic niż ostateczne dzieło, ale nie wiem, może tak miało być. W każdym razie z granego po staremu heavy metalu to w tym roku jak na razie najlepszy strzał, a wszystkim fanom gatunku radzę mieć Templara na oku. Kto wie, co jeszcze nawojują w przyszłości…

Mutineer

1 komentarz:

  1. I to jest właśnie to, że bym tego nie poznał sam od siebie, bo nie mam jak teraz łazić na koncerty. Enforcer bardzo lubię, więc mądre porównanie.

    OdpowiedzUsuń

Templar - Conquering Swords (2026)

Sporo znajomych zachwycało się ostatnio Templarem, niektórzy się cieszyli, że zagra on na Heliconie, to się zacząłem zastanawiać, czy to na...