Większość płyt z 2025 które
recenzowałem, to było drugie płyty danych zespołów. No i
jedziemy z Pandemic Outbreak i znów dwójka… czyli jaki postęp
dokonał się od debiutu, czy go przebili i tak dalej, aż dziwne że
mi się to nie znudziło, he he… No ale dobra, do rzeczy. W 2021
wyszedł całkiem niezły debiut tej hordy, „Skulls Beneath the
Cross” – old schoolowy death metal
mocno w klimacie polskiej szkoły, skojarzenia z wczesnym Vaderem
nasuwały się same. W końcu
nadszedł drugi album, który przynosi trochę zmian brzmieniowych.
Po pierwsze sound jest potężniejszy,
do tego mniej czuć tu tą polską szkołę,
raczej więcej tu z klasycznego death metalu
z Florydy z okolic 1990-93. Już
nawet okładka kojarząca się z dziełami Dana
Seagrave’a
to zapowiada. Przy pierwszych podejściach miałem skojarzenia
głównie z Death
z „Human” i trochę „Individual Thought Patterns”. Słychać
to dobrze w pierwszym kawałku, „Beyond
My Comprehension”. Choć
dalej tu też sporo surowego thrash- deathowego
klimatu, jak się wsłuchać, to zachowała się ta pierwotna
surowizna. Mocno thrashowy charakter ma chociażby „Left for
Vultures”, albo „Impaled” który ma też fajne refreny (czy co
to tam jest)
„Trapped in torment, crucified!!!” dobre do krzyczenia z zespołem
na gigach. Wokale
dalej są tajemnicze i obskurne, chyba najbardziej mi się kojarzą z
tymi z „To the Gory End” Cancer. W
paru momentach miałem też skojarzenia z Morbid Angel, taki
„Comsumed by Flames” ma riffy jak w najlepszych czasach ekipy
Treya, w „Skinned While Breathing” są wolne zagrywki jak te z
płyt Morbidów na B, C i G. Pojawia się też na całym albumie
sporo melodii,
ale takich zimnych i mroźnych, które mogłyby też pojawić się u
Frightfula (czyżby pozostałość po pobycie Menzela w tamtym
zespole?).
Więc nie rozmiękczają one rzezi, a raczej wnoszą fajną
różnorodność. Melodyjne
często są też solówki, ale bardziej jak te od Jamesa
Murphy’ego
(czyli kolejne skojarzenia z klasycznym amerykańskim death
metalem)
ale sporo też jest takich wajchowych jak w Vaderze. Z tym że mimo
tych skojarzeń w większości płyty są momenty które ciężko
jednoznacznie porównać do klasyków, no brzmią po prostu jak
Pandemic Outbreak. Czyli jakiś styl już sobie chłopy wyrobili.
Nie wiem czy mogę powiedzieć, że ta płyta wyszła lepsza od pierwszej, ale jest to na pewno dzieło dojrzalsze i z bardziej wyrobionym stylem. W każdym razie, jak lubicie old schoolowy death metal, to się nie zawiedziecie.
Mutineer
to też trzeba zdrowia żeby słuchać płyt : /
OdpowiedzUsuń