niedziela, 30 marca 2025

Dead Infection -Surgical Disembowelment (1993)

W tym wypadku można by rzec: ,,Mamo, ja chce połączenie IMPETIGO i CARCASS w domu!'' no i kurde faja mamy... Ciężko uwierzyć że zespół który położył w tak chorym gównie jak Goregrind (oczywiście ten wczesny zajebisty, rzecz jasna) kamień milowy był z krainy Mlekiem i Rozpuchą płynącej no nie? Bo to właśnie w stolicy chyba najbardziej obśmianego województwa w tym kraju powstała kapela, która jeśli chodzi o naprawdę ekstramalną muze nagrała jeden z (moim skromnym zdaniem) najlepszych debiutów w Polsce, szerząc ŚMIERTELNĄ INFEKCJĘ, czy jakby to tam było z angielska - DEAD INFECTION.

Myślę, że sformułowania Goregrind powinniśmy używać przy drugiej, jeszcze bardziej mówiąc wprost popierdolonej płycie zespołu czyli ,,CHAPTER OF ACCIDENTS'', bo tam to faktycznie jest chaos nieopanowany (no co kto lubi). Natomiast na demosach i debiucie ,,SURGICAL DISEMBOWELMENT'' z '93, zespół serwuje nam bardziej Death metal o tematyce tego tak zwanego ,,Gore''. Już tłumacze na przykładzie tych dwóch płyt: owszem, obie są brutalne ale gdy zestawimy je obok siebie, debiut zdaje się paradoksalnie być bardziej ułożony. Kompozycje są dłuższe, praktycznie nie ma momemtów w których blasty i wręcz dosłownie wymiocinowy wokal nie zagłuszają reszty instrumentów, a całość wydaje się mimo swojej ekstremalności zachować ład i skład. Więc tak, muzycznie tej płycie bliżej do Death metalu i Grindu z pod znaku Carcass czy Brutal Truth. I sam też nie wiem czy ktokolwiek w tamtym czasie doszedł do ich poziomu, jeśli chodzi o muze oscylującą wokół Grindcore'u. Ale przechodząc już do samej płyty to mnie samego przyciąga jej (jak na standardy tego typu muzy) dopracowane brzmienie, bo wywołuje ono u mnie skojarzenia nawet z Bolt Throwerem i to tym z wczesnego okresu działalności. Tytułu utworów są dla samego gatunku typowe, ale w polsce to było swego rodzaju rewolucją no bo przecież umówmy się - kto wtedy pisał kawałki o tytułach ,,Let me Vomit'', ,,Spattered Birth'' czy ,,Pathological View on The Alimentary Canal''? Na albumie jedna z niewielu rzeczy do której mogę się przyczepić to brzmienie perkusji, które czasami mówiąc wprost irytuje, poza tym może momentami za głośno podkręcony wokal. Sam krążek napewno należy klasyfikować jako kamień milowy w przesuwani granic ekstremy i kontrowersji w naszym kraju, bo tak jak mówię - chyba nikt nie grał wtedy tak jak oni, a przynajmniej nie na taką skalę. Zdecydowanie moim ulubionym utworem na tym albumie jest zamykacz ,,Deformed Creature'' riffowo i wokalnie kojarzący mi się z wymienionym wyżej Bolt Throwerem z okresu ,,In Battle There is No Law!'' czy ,,Realm of Chaos'', także myślę że każdy fan bardziej pojebanego Death metalu i wczesnego Grindu znajdzie tu coś dla siebie. Warto wspomnieć, że okładka również jak na tamten czas w polsce była nietypowa, bo przedstawiała po prostu sale operacyjną.

,,SURGICAL DISEMBOWELMENT'' to jest płyta której słuchasz i wręcz niedowierzasz, że została nagrana w Białymstoku w 1993. Album gniecie, wręcz rozczłonkowuje i wypatrosza słuchacza agresywnym, ciężkim i posranym graniem. Idealny krążek dla fanów chociażby wczesnego Impetigo, którym takie granie umknęło w naszym kraju. Jak to napisał pan poeta Chuck Schuldiner - DRINK FROM THE GOBLET, GOBLET OF GORE!

Chiro.



piątek, 28 marca 2025

Slaughter -Into the Darkness (1989)

Jakoś tak się ostatnio dzieje, że w moje ręce wpada sporo płyt od THRASHING MADNESS PRODUCTIONS (chwała wam że istniejecie! Eternal Hailz!!) wśród których znalazła się również demówa SLAUGHTER. Nie, nie kanadyjskich legend death/thrashu, ale tych którzy na naszej rodzimej scenie kopali dupska prawdziwie wściekłym metalem i to takim, że niektórzy dziś mogli by im buty pucować!

Nie będę tu ukrywał, że ten Koszaliński prepanator czasek jest to jedną z moich ulubionych pozycji jeśli chodzi o polske podziemną, dlatego że Slaughter grali dokładnie to, co mówi tytuł pierwszego utworu na ,,INTO THE DARKNESS'' - to był po prostu Bestial Death Metal. Ta muza jest wręcz kurwa jadowita, jak bestia spuszczona ze smyczy gotowa zgnieść wszystko co napotka. Słuchając tego demo faktycznie ma sie wrażenie jakby się wchodziło w tą tytułową ciemność, do czego klimatu dodaje mroczna okładka. Choć całe demo kładzie na łopatki, moimi faworytami są tu dwa numery: ,,Where There is Only Death'' i ,,Noc śmierci'', gdzie szczególnie w tym drugim słychać inspiracje brazylijczykami chociażby (najbardziej riffowo) ale tak naprawdę jeśli chodzi o same kompozycje, no trudno się do czegoś doczepić (bo jakość to wiadomo). Skojarzenia z wczesną Sepulturą, Possessed, Death, wczesnym Sodom, Kreatorem, Slayerem z okresu ,,Hell Awaits'' czy nawet Protectorem są jak najbardziej wskazane, bo właśnie z tym mamy tu do czynienia! Prymitywny, wkurwiony, piekielny i diabelski wczesny Death metalowy wyziew z piwnicy, który zrodził taką legende jak BETRAYER i jego frontmana Beriala, ale to temat na inną historie....

Podsumowując - wiadomo, nie każdemu poziom prymitywy, hałasu i chaosu się spodoba, ale jeśli ktoś uwielbia właśnie takie wczesne  podrygi ekstremy i lubi sobie szperać po różnych zakamarkach naszej rodzimej sceny, to jest to pozycja OBOWIĄZKOWA! HAIL SLAUGHTER AND POLISH DEATH/THRASHING MADNESS!


Chiro.


niedziela, 23 marca 2025

Mayhemic -Toba (2024)

 

Wygląda na to, ze to właśnie w Chile wychodzi ostatnio najwięcej ciekawych pozycji z thrashu. Nie wiem czy to kwestia jakiejś latynoskiej dzikości, ale materiały stamtąd brzmią bardzo autentycznie, od maniaków dla maniaków. Ojczysty kraj Toma Arayi wypuścił sporo ciekawych zespołów, których albumy są często ciekawsze i bardziej old schoolowe od większości pozycji Havoka, Warbringera albo Evile (mimo że to też dobre załogi). Wspomnieć należy choćby Reaper albo Critical Defiance, dziś jednak będzie o innej chilijskiej hordzie -Mayhemic, który wyjechał w zeszłym roku z pierwszym albumem.

Thrashowych płyt wychodzi sporo, ale nie wszystkie są równie warte uwagi. Dużo jest takich, co są niezłe, ale jakoś nie ma potrzeby później do nich wracać, bo w większości to tylko poprawnie zagrany thrash i tyle. U Mayhemica już okładka zapowiada, że będzie inaczej (w sumie fajna odmiana po tylu obrazkach truposzy z piwem na ulicy). Nie jest to oczywiście jakieś wizjonerskie ani rewolucyjne dzieło. To czysty brutalny thrash wyrwany z końca lat 80, ale zagrany na tyle ciekawie i z pomysłem, ze potrafi wciągnąć na długo. Słychać tutaj mocno inspiracje Kreatorem (głównie z Pleasure to Kill) w intensywności materiału i wokalach, choć ogólna brutalność może się kojarzyć tez z Morbid Saint albo Dark Angel. Bez pierdolenia się z intrami od razu uderzają w pierwszym kawałku szybkim brutalnym riffem. Przy okazji zwraca uwagę brzmienie, surowe i brudne, ale nie piwniczne, trochę kojarzy się z produkcją Extreme Aggression. W Triumph Portrait napierdalają z wręcz death metalowym kopem, ale skojarzyło mi się to też z Darkness Descends, zaś w równie brutalnym Olduvai´s Lullaby pobrzmiewają tam bardziej speedowe riffy. Ale nie myślcie, że to kolejny zespół o filozofii byle szybciej, bo zdarza się im urozmaicić materiał. Valley of the Tundra wprowadza nieco inny klimat i wolniejsze tempo, nawet nieco melodii. Trafił się też instrumental, a tytułowy kawałek jest nawet nieco progresywny. Zaczyna się od niepokojących, trochę blackujących riffów, potem przechodząc w typową dla płyty rzeź i zaliczając parę zwrotów akcji. W części z solówkami tak zasuwają, że riffy zdają się rozsadzić łeb. Zwracają uwagę jeszcze dwie rzeczy- dwóch wokalistów, patent jak na jedynce Kreatora, choć o zbliżonym sposobie wrzeszczenia, a druga to texty. Nawiązujące do prehistorii, o niszczycielskiej sile natury, walce o przetrwanie. Trzeba przyznać, ciekawe podejście do sprawy. Aż ciekawe co wymyślą na kolejnych materiałach, no w każdym razie zostaje trzymać za tą ekipę, bo mogą nieźle zawojować podziemne sceny. I mieć nadzieję, że zawitają wkrótce z koncertami w Europie.

Mutineer


piątek, 21 marca 2025

Exodus- Pleasures of the Flesh (1987)

 

Bonded by Blood to klasyk- wiadomo. Ale już jego następca zdecydowanie nie ma aż tyle uznania, mimo że to płyta wcale nie gorsza. Dla mnie jest na nawet nieco lepsza- zespół rozwinął tu to, co zastosował na debiucie i zrobił lepiej, do tego wybronił się po rozstaniu z charyzmatycznym wokalistą. Gdy Zetro został nowym krzykaczem, jego charakterystyczny, skrzeczący wokal stał się znakiem rozpoznawczym grupy. Co prawda i bez niego sobie nieźle radzili (Exhibit B!) ale to właśnie z tym panem wokal w Exodusie się głównie kojarzy.

No ale, w końcu to nie wokal zaważył o jakości tej płyty. Z resztą z drącym ryja Baloffem byłaby pewnie równie dobra. Pleasures jest mniej surowe od Bonded, za to dość urozmaicone i dopracowane, a kopie dupsko równie dobrze. Nie trafiły się co prawda takie koncertowe hiciory, jak A Lesson in Violence albo Metal Command, ale to akurat nieistotne. I tak mamy tu zestaw świetnych, zabójczych numerów. Deranged albo Parasite, szybkie killery kopią konkretnie, w czym pomaga mocarne brzmienie, lepsze niż na debiucie. Mamy też Brain Dead, wolniejszy numer z chwytliwym riffem, dobry do wymachiwania łbem. Jednym z ciekawszych zdecydowanie jest tytułowy- zaczyna się od dźwięków dżungli, małpich krzyków i plemiennych bębnów, po czym wchodzą jedne z najlepszych riffów na albumie. Potem też dużo dobrego się dzieje, no ogólnie to dość rozbudowany kawałek. Podobnie sprawa się ma w Chemi- Kill, gdzie też przewija się sporo motywów, do tego dochodzi bardziej tajemnicza atmosfera w łagodniejszym momentach. Ale najbardziej rozpierdalają dwa inne utwory. Pierwszy to Seeds of Hate- dla mnie najlepszy na albumie i jeden z najlepszych od Exodusa. Dużo szybkich riffów, zmiany tempa, świetne solówki. Nawet ciekawie wypada tu wokal- Zetro pokazał, że jego repertuar to nie tylko skrzeczenie. Do tego totalnie zabójcza końcówka, riffy zasuwają aż miło. Drugi to Choose Your Weapon- kończący płytę, również niezły killer. Szybkie tempa atakują tu niemal cały czas, nie pozostawiając wiele momentów na wytchnienie.

Co tu dużo pisać, płyta praktycznie bez słabych punktów (no, może poza intrem do Deranged, które jest… no dziwne) i mym zdaniem szczytowe osiągnięcie zespołu. Więc tym bardziej boli, że Pleasures nie ma takiego uznania, jak choćby późniejszy Fabulous Disaster, który choć niezły, nie był tak udany. Sam Exodus nie za często grywał cokolwiek z tego albumu, a szkoda, bo przy takim Seeds of Hate mógłby być mosh jak cholera.

Mutineer

Testament - Para Bellum (2025)

  Nie sądziłem, że Testament jeszcze czymś zaskoczy, a tu proszę. Nagrali najostrzejszy album od czasu „The Gathering”! Co prawda ich poprz...